- Jutro dożynki - zauważa
- Mhm - kiwam głową
Podajemy sobie w połowie pustą butelkę z sokiem pomarańczowym. Sam długo na niego zbierała. Około połowę ( czyli większą część) odlała mamie i bratu, resztę pijemy teraz na zmianę po łyku. Biorę mały łyk i jej oddaje.
- Nie mamy wcale tak dużej szansy, nie ma co się stresować - zauważam
Sam przytakuje jedynie skinieniem głowy.
- Przyjdę rano i pójdziemy razem - zapewniam
Wydaje się nieco zamyślona więc zaraz potem dźgam ją z łokcia w ramię i dodaje:
- A potem idziemy nad jezioro pamiętasz?
- Tak, jasne - odpowiada i uśmiecha się promiennie
Rano, w dzień dożynek, budzę się wcześnie. Nie miałam żadnego snu i bardzo dobrze. Leżę jeszcze chwilę na łóżku i myślę, kto tym razem pojedzie na rzeź. Moje rozmyślania trwają na tyle długo, że w końcu do pokoju wchodzi mama, informuje mnie, że trzeba się zbierać i budzi David'a. No tak. To pierwszy rok mojego brata, a on wcale nie wygląda na zestresowanego. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że nie zdaje sobie sprawy jaki stres czeka go teraz przez kilka lat. Wstaję powoli, biorę szybki prysznic i wynajduję z szafy jakąś ciemno-niebieską sukienkę do kolan. Zwykła, lekko rozkloszowana na dole. Włosy upinam w kucyk i zakładam czarne buty. Rozmawiam chwilę z David'em i pierwszy raz widzę, że jest lekko zdenerwowany.
- Nie martw się. Nie wybiorą cię, masz tylko jeden los. To praktycznie niemożliwe. - zapewniam go
Przeglądam się jeszcze chwilę w lustrze.
- Sam, skarbie. - słyszę wołanie mamy i idę w jej kierunku - Masz gościa.
Domyślam się, że Noctis przyszedł.
- My już wyjdziemy. - informuję ją, a ona kiwa głową.
Wychodzę i zamykam drzwi za sobą. Noctis czeka od razu przy drzwiach.
- Jak noga? - pytam najpierw
- Dobrze. Prawie nie czuję, że coś z nią było nie tak. - uśmiecha się.
- To świetnie. - odwzajemniam uśmiech i ruszamy na plac.
Idziemy wolno, bo właściwie zostało jeszcze trochę czasu. Żadne z nas się nie odzywa, mamy swoje do przemyślenia. Coraz więcej osób wychodzi z domów i kieruje się tam gdzie my.
- W sumie mogliśmy wyjść wcześniej, nie lubię takich tłumów. - stwierdza Noctis.
- Racja. W przyszłym roku trzeba tak będzie zrobić. - śmieję się pod nosem.
Docieramy na plac i idziemy się zapisać. To nie boli, jedynie lekko piecze. Jestem już zapisana, czekam jeszcze na mojego towarzysza i idziemy środkiem placu, na jego koniec, do swoich przedziałów. Kiedy do nich docieramy ściskam jeszcze rękę Noctis'a i idę do dziewczyn z mojej grupy wiekowej. Stoję w tym tłumie jeszcze chwilę, po czym na scenie pojawia się Ellizabeth Mortimer, opiekunka naszego dystryktu i rozpoczyna Dożynki.
Stoję spokojnie patrząc na scenę. Nie dzieje się nic ciekawego, wszystko jak co roku. Nudy i jeszcze raz nudy. Słońce praży nas ostro przez co robi mi się nieco słabo i przestępuję cały czas z nogi na nogę. W końcu ku mojej uciesze zaczyna się losowanie. Tak, tak. Najgorsza rzecz dzisiaj, a ja się cieszę. Elizabeth losuje najpierw dziewczynę. Przyglądam się uważnie jej postaci. Kiedy słyszę nazwisko, które zostało wylosowane nieruchomieję. "Samantha Levis" Podnoszę szybko wzrok na Sam, która obdarza mnie przerażonym spojrzeniem. Biorę głęboki wdech. Wszystko będzie dobrze. Obserwuje ją jak wychodzi na scenę. Elizabeth losuje teraz z naszej puli. Odkąd usłyszałem Sam wiem, ze to nie nasz rok i jestem pewien, że to ja wyjdę jako drugi. Po chwili, która dla mnie jest wiecznością wyciąga kartkę. Z jednej strony czuję zdumiewającą ulgę, że to nie moje nazwisko, z drugiej znów drętwieje ponieważ słyszę drugie znane mi nazwisko. " David Levis". Pierwszy rok. Ten to ma pecha. Jeden los, a już wylosowany. Biorę głęboki wdech bo wiem co muszę zrobić. David ledwo co rusza się z swojego miejsca, a ja od razu wystrzeliwuję do przodu, że nie czasu zrobić więcej niż 3 kroki.
- Zgłaszam się za niego - mówię i patrzę znacząco na Sam po czym ruszam w tamtym kierunku.
Słychać jakiś pomruk w tłumie za mną, ale mam to gdzieś. Staję nieco sztywno koło Sam.
- Dobrze.., więc jak się nazywasz? - pyta Elizabeth, a żołądek podchodzi mi do gardła
- Noctis Black - odpowiadam co nieco więźnie mi w gardle
- Oklaski dla kolejnych trybutów - mówi
Rozlegają się donośne brawa, a gdy ja czuję na sobie wzrok Sam nie wiem czy chce mnie zabić czy podziękować. Chyba i jedno i drugie.
Zaraz po tym prowadzą nas gdzieś. Nigdy nie zwracałem nawet uwagi na igrzyska więc nie mam pocięcia gdzie, pewnie Sam wie wszystko.
- Powiedz bratu jak przyjdą, że ma zwiać to lasu i tam czekać, okej? Jeśli zginiemy może wrócić ale nie wcześniej - syczę jej do ucha tuż przed tym jak nas rozdzielają.
- Samantha Levis! - mówi donośnie do mikrofonu.
Serce na moment przestaje mi bić. Zastanawiam się, czy się nie przesłyszałam, ale gdy otwieram oczy, wszystkie dziewczyny obok mnie patrzą na mnie ze współczuciem i robią mi miejsce, aby wyszła. Czuję, że zaraz będę wymiotować. Wyszukuję wzrokiem w tłumie Noctis'a i patrzę na niego sztywno, po czym idę drętwo na scenę. Ellizabeth macha do mnie, pomaga mi wejść po schodach i szybko ciągnie na środek sceny. Dalej już mało ją słucham. Jadę na arenę. Ellizabeth podchodzi do puli chłopców. Jadę na arenę. Wyciąga jedną kartkę. Jadę na arenę. Te słowa powtarzają się w mojej głowie co chwilę. A więc w końcu doczekałam tego momentu. Zwracam na nią uwagę dopiero wtedy, gdy odczytuje znane mi nazwisko z kartki.
- David Levis!
Co. Czy to żart? Tak, to żart. To perfidny, ohydny i straszny żart. A jednak nie. Mój brat wyłania się z tłumu z przestraszoną twarzą i powoli podąża do sceny. Albo raczej ma taki zamiar, bo zaraz słyszę głos.
- Zgłaszam się za niego!
Nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć kim jest ta osoba. Ellizabeth pyta go o imię, a ja razem z nim recytuję je w myślach. Noctis Black. Mam ochotę go uściskać i podziękować i jednocześnie zabić i pogrzebać. Nie mogę jechać z nim na arenę. Wygra tylko jedna osoba, a nawet jeśli byłabym to ja, to nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ellizabeth nam gratuluje, przedstawia jeszcze raz i wyprowadzają nas ze sceny. Na chwilę idziemy z Noctis'em blisko siebie i wtedy on szepcze mi to do ucha.
- Powiedz bratu jak przyjdą, że ma zwiać to lasu i tam czekać, okej? Jeśli zginiemy może wrócić ale nie wcześniej.
O co mu dokładnie chodziło? Nie wiem. Ale to ma być wiadomość dla David'a więc decyduję się mu to przekazać. Pewnie i tak więcej zrozumie niż ja. Strażnicy Pokoju wprowadzają nas do oddzielnych pokoi gdzie przychodzą bliscy, aby się pożegnać. Nie mija chwila, gdy przychodzi moja mama z bratem. Od razu widzę, że płakała. Ja tymczasem stoję drętwo i jestem jakaś... jakby nieobecna.
- David... Noctis kazał wam przekazać, żebyście schowali się w lesie.. Nie wiem o co mu chodziło, ale wie co mówi... Pamiętasz mamo to jezioro, gdzie uczyłam się pływać? Niedaleko niego jest chatka, w której możecie się schronić. - mówię szeptem, bo wiem, że jesteśmy obserwowani.
Mama też nie wiele rozumie, ale David niemal natychmiast się zgadza.
- Mamo, musisz znaleźć pracę. Idź do piekarni, powiedz, że jestem twoją córką. Zatrudnią cię tam, to bardzo mili ludzie. David, nie bierz nigdy astragali. W chatce ukryta jest broń, jeśli trzeba będzie to polujcie. - instruuję ich.
W końcu żegnamy się ostatecznie, tulimy się itd. David wręcza mi swój sznurek do zabawy i mówi, żebym wróciła cała i zdrowa razem z Noctis'em.. i sznurkiem. Wychodzą. Pewnie idą też do drugiego trybuta.. Chwilę później przychodzi Tracy i Jenn z piekarni. Płaczą. Mówią, że dadzą pracę mojej mamie, jeśli tylko zechce. Dziękuję im, tulimy się, całujemy w policzek na pożegnanie i wychodzą. Przychodzi jeszcze kilka moich rzekomych koleżanek ze szkoły, niby mnie pocieszyć i życzyć powodzenia, ale tak naprawdę widzę ulgę na ich twarzach, że nie zostały wybrane. Potem nie przychodzi już nikt, oprócz Strażników Pokoju, którzy prowadzą mnie do pojazdu, którym zostaniemy przewiezieni na stację, do pociągu. Ellizabeth już tam jest, jak i kierowca. Noctis także już siedzi.
Siedzę w pokoju tak wkurzony jak tylko się da. Opieram głowę na ręce i bębnie palcami w blat stołu. Na drugiej ręce opieram głowę. Mam wrażenie, że nikt nie przyjdzie. Nie mam ochoty rozmawiać z nikim poza Sam. Niestety niemiło się rozczarowuję bo po chwili przez drzwi wchodzi mój ojciec. Widocznie nawet nie próbuje udawać, że jest trzeźwy.
- Noc, myślałem, że nie jesteś na tyle tępy by tu być - mówi, a wręcz warczy, a ja już mam go dość
- Odczep się ode mnie - burczę i wlepiam wzrok w blat stołu
Nachyla się nade mną przez co już konkretnie czuję alkohol.
- Zawiodłeś mnie - syczy mi do ucha
Wywracam tylko oczami.
- No i? To moje życie i będę robić co chce - odpowiadam
Ani nie drgnę, nie mam zamiaru.
- Porozmawiamy później, jasne? - mówi tylko i idzie do drzwi
Milczę, mam ochotę nigdy więcej go nie zobaczyć ale wiem, że mimo wszystko to niemożliwe.
Po prawie godzinie siedzę w samochodzie i czekam na Sam. Wzrok zbity mam w siedzenie przed sobą. Jestem zamyślony, tak strasznie, że nie zauważam kiedy Sam siada obok i ruszamy. Musi dźgnąć mnie w bok bym się ockną.
- Sorka - mówię ziewając - jestem zmęczony
Uśmiecha się do mnie krzywo.
- Chyba nici z wycieczki do lasu - zauważam
Widocznie poprawiam jej humor moim stwierdzeniem bo nie jest aż tak zdenerwowana.
- Masz rację - przyznaję
- Nie martw się będzie dobrze - mówię i uśmiecham się do niej szeroko
Między mną i Noctis'em a kierowcą i Ellizabeth jest przyciemniana szyba dźwiękoszczelna, dzięki czemu my nie słyszymy o czym oni rozmawiają, a oni o czym my. Widocznie Ellizabeth musi poinstruować kierowcę gdzie jedziemy i nie chce, abyśmy znali szczegóły.
- No nie wiem, czy tak dobrze. - odwzajemniam uśmiech, ale trochę słabo.
- Nie przejmuj się, serio. Złość piękności szkodzi. - śmieje się
No dobra, teraz też się uśmiecham, szczerze.
- Jasne. Słuchaj, wiesz co? Powinnam Ci podziękować, za to, że się zgłosiłeś za David'a i chciałabym naprawdę to zrobić, ale mam ochotę Cię zabić. - chowam na chwilę twarz w dłoniach i znowu ją wyłaniam.
Noctis wygląda na lekko rozbawionego.
- No co? - szturcham go łokciem z lekkim uśmiechem.
- Nic, nic. - podnosi ręce w geście "poddaję się".
Myślę chwilę, czy jeśli Noctis nie zgłosiłby się za mojego brata czy ktoś inny by to zrobił. Pewnie nie, nie ma u nas w Piątce takich osób. Jestem przekonana, że teraz by tu siedział ze mną, a ja nie wiedziałabym kompletnie co robić. Zginąłby na początku razem ze mną? A może zostalibyśmy sami na końcu i któreś z nas musiałoby zabić drugiego? Nie, nie wyobrażam sobie tego. Nie mogłabym w najgorszych koszmarach skrzywdzić mojego brata, a co dopiero zabić. Nie do pomyślenia. Swoją drogą miał tylko jeden wpis. Jak to możliwe, że akurat ta kartka spośród wielu, wielu innych wpadła w ręce Ellizabeth? Paradoks. Przerywam w końcu moje przemyślenia i wracam do brutalnej rzeczywistości.
- Ale serio. Doceniam to, co dla niego zrobiłeś. - mówię teraz już poważnie i kładę mu głowę na ramieniu.
Obejmuję ją delikatnie.
- Ej..., wiesz co? - pytam patrząc w nieokreślony punkt przed sobą
- Hym? - mruczy Sam
- Wiesz, że wszystko będzie dobrze? - zapewniam ją
- Wiem - mówi uśmiechając się lekko
Wybucham śmiechem, a ona po chwili robi to samo. Tak właśnie skręcamy się ze śmiechu na tylnym siedzeniu samochodu, który wiezie nas na arenę, na której na pewno zginiemy. Genialne.
- E..., ale po co dwa? - pytam krzywiąc się
Już chce coś powiedzieć ale jej przerywam.
- Sam ma poza domem takie koszmary, że i tak beze mnie nie zaśnie - zasłaniam usta jakbym mówił jej jakąś tajemnice ale i tak nie szepcze więc Sam słyszy wszystko
Dźga mnie przez to w bok krzywiąc się.
- Nie przesadzaj - mówi i znika w pokoju
Zaraz gdy znika wybuchał śmiechem.
- Mniejsza, miło skarbie, że się tak starasz ale my sobie poradzimy, jasne? - puszczam dalej shockowanej naszym zachowaniem Elizabeth oczko i znikam za Sam
- Jesteś głupi - mówi siedzi już na łóżku
- Ale gdybyś widziała jej winę to byś pała - mówię i znów mam wrażenie, że zbliża się śmiechawka
Śmiejemy się dosyć długo i dosyć głośno. Ellizabeth widocznie wie, że potrzebujemy się trochę odstresować, więc nie zwraca nam uwagi. Doceniam to.
- Poczekaj aż dotrzemy do Kapitolu. Tam to dopiero będą ciekawe miny. - mówię przez śmiech.
- Ciekawe to mało powiedziane. - dopowiada
Gdy już się w miarę uspokajamy odkrywam, że w moim pokoju jest okno.
- Popatrz, możemy wyskoczyć. - mówię z uśmiechem, lekko przyciszonym głosem.
- Czemu to tak cicho mówisz? - Noctis odwzajemnia uśmiech, bo wie co odpowiem.
- Wiesz, przezorny zawsze ubezpieczony. - silę się na powagę.
- Muszę cię oduczyć tego pesymistycznego spojrzenia na świat. - śmieje się.
Znowu kolejne 15 minut w plecy, bo śmiejemy się jak opętani. W końcu wstaję powoli i podchodzę do szafy, otwieram ją. Wyciągam jakieś jeansy i T-shirt.
- Idę się przebrać. - oznajmiam
Mam nawet prywatną łazienkę w pokoju, luksus. Szybko dość się przebieram i rozpuszczam włosy. Sukienkę zostawiam w łazience, później ją stamtąd wezmę. Wchodzę z powrotem do pokoju, ale Noctis'a tam nie ma. Widzę jedynie kartkę z napisem "Wyskoczyłem przez okno.". Powstrzymuję się od salwy śmiechu dopóki nie otwieram drzwi z szafy. Widzę tam skulonego Noctis'a i wtedy wybucham śmiechem.
- To było aż tak łatwe? - pytam wygrzebując się
- Tak, ale jakże zabawne - odpowiada Sam dalej się śmiejąc
Uśmiecham się także mimowolnie. W tej chwili właśnie ktoś puka po czym w drzwiach pojawia się Elizabeth.
- Em..., chyba wam nie przeszkadzam? - pyta kiedy widzi, że dalej siedzę na ziemi
Wolno się podnoszę.
- Jasne, że nie - odpowiadam od razu - O co chodzi?
- Czas na kolację - powiadamia
Kiwam głową i idę do drzwi.
- Sam, pośpiesz się bo nie będziemy na Ciebie czekać wieki - rzucam do niej przez ramię, pokazuje jej język i ruszam na kolacje
Idę korytarzem między przedziałami. Wychodzę w pomieszczeniu z dużym stołem pełnym jedzenia są tak także cztery krzesła. Krzywię się gdy na jednym widzę mojego ojca.
- Też się cieszę, że Cię widzę - mówi nawet nie odrywając się od gazety
- Tia... - burczę
Elizabeth siada koło niego więc bez sprzeciwu zajmuję miejsce na przeciwko naszej opiekunki. Opieram głowę na ręce i gapię się w talerz, jakoś straciłem nagle chęć jedzenia.
Na Sam musimy czekać jedynie dwie minuty po czym siada koło mnie, nieco zdziwiona jest moim podłym nastrojem ale nie zwracam na to uwagi.
- To jest wasz mentor... - zaczyna Elizabeth
- Tak, tak, zwycięzca igrzysk siedemdziesiątych siódmych Antony Black - przerywam jej znudzony
- Zachowuj się - upomina mnie nasz mentor
Wywracam oczami.
- Widzę, że bardzo interesujesz się igrzyskami - mówi Elizabeth z nerwowym uśmiechem
- Wcale, po prostu to mój ojciec - burczę dalej wbijając wzrok w talerz z tak wielkim zainteresowaniem jakby wyświetlano na nim film
- Okropny bachor nie? - mój ojciec zwraca się do Elizabeth
Ona jednak na szczęście nie odpowiada. Wzdycham cicho i huśtam się na krześle. Zerkam kątem oka na zaskoczoną Sam.
- Powinniśmy jak zjemy obejrzeć jak poszło w innych dystryktach - zauważam
A ja myślałam, że to jedynie zbieżność nazwisk. Naprawdę nie sądziłam, że ojciec Noctis'a wygrał Igrzyska. W każdym razie nie pora teraz na takie przemyślenia. Mam przed sobą duży stół z mnóstwem jedzenia na moim talerzu. Tak, jedynym plusem Igrzysk jest fakt, że można się najeść do syta. Jemy w ciszy. Nikt się nie odzywa, nie mamy pomysłu o czym by tu porozmawiać. Gdy kończymy wszyscy Ellizabeth zabiera głos.
- Myślę, że Noctis miał rację, chodźmy do przedziału z telewizorem, obejrzymy relację z innych dystryktów. - oczywiście z promiennym uśmiechem.
Wszyscy zgodnie kiwamy głowami i przemieszczamy się kilka metrów. Siadamy wygodnie na kanapie i Ellizabeth włącza telewizor. W pierwszym dystrykcie od razu mamy dwóch ochotników (no kto by pomyślał) Edward White oraz Sophie Cox. Widać, że obydwoje świetnie przygotowani. Genialnie. W dwójce jest podobna sytuacja, tyle, że zostaje wylosowany chłopak, Alex Custon, a następnie zgłasza się dziewczyna Jessica Derling. Obydwoje wyglądają jak maszyny do zabijania. Patrzę po twarzach moich towarzyszy. Noctis się krzywi, Ellizabeth wygląda na niezwykle zainteresowaną, a nasz mentor wręcz przeciwnie. Chyba go to nudzi. W trzecim dystrykcie nie ma ochotników, Lucas Moonlight i Mary Walker. Obydwoje z bardzo nietypowymi kolorami włosów podchodzą do sceny i widzę, że wcale nie są zadowoleni. Czwórka to również zawodowcy, ale nikt nie podważa losowania. Felix Evans (wygląda też na niezwykle znudzonego) i Kirke Walker (ta znowu na smutną). Przechodzimy do relacji z naszego losowania. Żołądek znowu podchodzi mi do gardła i czuję, że nie chcę tego oglądać. Nerwowo gryzę wewnętrzną stronę policzka, gdy widzę jak Ellizabeth odczytuje moje nazwisko. Wolno i chwiejnie wlokę się na scenę. Następnie losują mojego brata. Teraz dokładniej widzę jego przerażoną i wystraszoną twarz. Robi dwa kroki i pojawia się na środku placu Noctis i woła, że zgłasza się za niego. Nie mam siły nawet teraz spojrzeć na niego, więc lekko mrużę oczy. Szósty dystrykt to 13-letni Matthew Price i 17-letnia Ellizabeth Lee. Nie wyglądają na groźnych. W siódemce widzę oazę spokoju czyli chłopaka - Jacob'a Hestone'a i wściekłą dziewczynę - Juliet Vencist. Dystrykt ósmy przynosi wiele łez ze strony dziewczyny - Christine Allen (wręcz muszą ją wnosić na scenę) i rozbawionego chłopaka - Arthur'a Wood'a. Co dziwne, w dziewiątce mamy ochotnika - Caleb'a Light'a oraz rozdygotaną dziewczynę - Elenę Yopensern. Ciężko powiedzieć ile ma lat, bo ma chyba z tonę makijażu. Dystrykt 10 mnie dziwi. Wylosowany chłopak - Josh Correal wchodzi spokojnie na scenę, ale dziewczyna Amber Dorner śmieje się psychicznie, uderza po drodze jednego Strażnika Pokoju, a na scenie, gdy mają już wychodzić pluje na buty opiekunki. Ciekawe co jej za to zrobią. W dystrykcie 11 mamy parę zdziwionych nastolatków - Andreas'a Smith'a i Margaret Bailey. Nic szczególnego. Ostatni dystrykt, 12 to rówieśnicy, mają na oko po 14 lat. Jest to Max Tonyes, który wygląda jakby miał eksplodować i Cornelia Sinsley, która ze spokojem i łzami w oczach podąża ku scenie. Potem jest jeszcze parę słów od Ceasar'a Flickerman'a i audycja dobiega końca.
Przyglądam się wszystkim interesującym mnie uważnie, ale gdy tylko ostatni trybuci znikają z ekranu już nie zwracam na film uwagi.
- Aż tak okropnie wypadliśmy? - pytam z rozbawieniem wstając
- A nawet gorzej na żywo - dopowiada mi ojciec
- Ech..., będzie trzeba to nadrobić - krzywię się
- Niestety - odpowiada Sam
- Tak czy inaczej, na razie idę spać. Jak na coś wpadniecie to możecie mi powiedzieć rano - mówię i wlokę się do łóżka
To był męczący psychicznie dzień. Mam wrażenie jakby minął cały tydzień. Kładę się spać i zaraz potem zasypiam jednak w środku nocy budzi mnie krzyk. Wzdycham cicho, wolno zdrapuję się z łóżka i idę do Sam. Wchodzę do jej pokoju i siadam obok.
- Sam - mówię głaszcząc ją po włosach
Otwiera oczy i pacza na mnie.
- A nie mówiłem - uśmiecham się do niej
Widać, że chwilę walczy z sobą, ale potem też niepewnie się uśmiecha.
- Idź może umyć sobie twarz co? - pytam
Kiwa głową i niepewnie wstaje, odprowadzam ją wzrokiem do łazienki. Wraca po paru minutach, widać, że z nią lepiej.
- Zły sen? - pytam przesuwając się by mogła się położyć
- Mhm - mruczy i kładzie się obok
Delikatnie odgarniam jej włosy z czoła.
- Mam zostać do rana?
- Jak możesz... - odpowiada cicho
Kładę się obok i patrzę w sufit. Przypomina mi się jak dwa lata temu leżeliśmy na łące pewnego letniego dnia gdy nie chciało nam się wracać na noc.
- Wiesz co? Chyba nie będę wróżbitą - stwierdzam
- A kiedykolwiek o tym myślałeś? - mówię
Wzrusza ramionami.
- Czemu nie... - mówi sztywno.
Odwracam się do niego. Leży na plecach i patrzy na jakiś punkt na suficie. Chciałabym powiedzieć mu o wszystkich moich obawach. O tym co może zdarzyć się na arenie, przy Rogu Obfitości. Odkąd na losowaniu usłyszałam swoje imię i nazwisko ciągle mam nieprzyjemne uczucie w brzuchu. To chyba ze stresu. Wiedziałam, że mogę tu trafić, ale jakoś chyba to wcześniej do mnie nie docierało i teraz objawiają się tego efekty. Chcę mu powiedzieć, że tak już będzie wyglądała każda moja noc. Będę chodzić spać, w środku nocy budzić się z krzykiem i nie będę potem zasypiać. A może będę spała z bronią pod ręką? Ile osób wtedy niepotrzebnie skrzywdzę? Chcę mu to wszystko bez wyjątku powiedzieć, ale zamiast tego leżę cicho i też obserwuję sufit. Jakby tam miało być coś ciekawego.
- Noctis... Nie chcę trafiać na arenę. Co się wtedy stanie z nami wszystkimi? - co za głupie pytanie. Pozabijamy się. - I przepraszam też, że musisz tu siedzieć..
Uśmiecha się lekko pod nosem.
- Ej.. wszystko będzie dobrze pamiętasz? - szturcha mnie lekko
- Jasne, że pamiętam. - powoli podnoszę kąciki ust.
Spoglądam na zegar na szafce obok szafy. 2:45 w nocy. Dopiero? Mam wrażenie, jakby ta noc trwała wieki. Patrzę jeszcze przez okno. Mimo nocy nadal jedziemy z zawrotną prędkością. Może to nie byłoby takie głupie gdybym wyskoczyła? Kręcę głową i opadam na poduszkę.
- Dobranoc.. - mówię sennie i kładę mu głowę na ramieniu.
Zasypiam.
Między mną i Noctis'em a kierowcą i Ellizabeth jest przyciemniana szyba dźwiękoszczelna, dzięki czemu my nie słyszymy o czym oni rozmawiają, a oni o czym my. Widocznie Ellizabeth musi poinstruować kierowcę gdzie jedziemy i nie chce, abyśmy znali szczegóły.
- No nie wiem, czy tak dobrze. - odwzajemniam uśmiech, ale trochę słabo.
- Nie przejmuj się, serio. Złość piękności szkodzi. - śmieje się
No dobra, teraz też się uśmiecham, szczerze.
- Jasne. Słuchaj, wiesz co? Powinnam Ci podziękować, za to, że się zgłosiłeś za David'a i chciałabym naprawdę to zrobić, ale mam ochotę Cię zabić. - chowam na chwilę twarz w dłoniach i znowu ją wyłaniam.
Noctis wygląda na lekko rozbawionego.
- No co? - szturcham go łokciem z lekkim uśmiechem.
- Nic, nic. - podnosi ręce w geście "poddaję się".
Myślę chwilę, czy jeśli Noctis nie zgłosiłby się za mojego brata czy ktoś inny by to zrobił. Pewnie nie, nie ma u nas w Piątce takich osób. Jestem przekonana, że teraz by tu siedział ze mną, a ja nie wiedziałabym kompletnie co robić. Zginąłby na początku razem ze mną? A może zostalibyśmy sami na końcu i któreś z nas musiałoby zabić drugiego? Nie, nie wyobrażam sobie tego. Nie mogłabym w najgorszych koszmarach skrzywdzić mojego brata, a co dopiero zabić. Nie do pomyślenia. Swoją drogą miał tylko jeden wpis. Jak to możliwe, że akurat ta kartka spośród wielu, wielu innych wpadła w ręce Ellizabeth? Paradoks. Przerywam w końcu moje przemyślenia i wracam do brutalnej rzeczywistości.
- Ale serio. Doceniam to, co dla niego zrobiłeś. - mówię teraz już poważnie i kładę mu głowę na ramieniu.
Obejmuję ją delikatnie.
- Ej..., wiesz co? - pytam patrząc w nieokreślony punkt przed sobą
- Hym? - mruczy Sam
- Wiesz, że wszystko będzie dobrze? - zapewniam ją
- Wiem - mówi uśmiechając się lekko
Wybucham śmiechem, a ona po chwili robi to samo. Tak właśnie skręcamy się ze śmiechu na tylnym siedzeniu samochodu, który wiezie nas na arenę, na której na pewno zginiemy. Genialne.
- E..., ale po co dwa? - pytam krzywiąc się
Już chce coś powiedzieć ale jej przerywam.
- Sam ma poza domem takie koszmary, że i tak beze mnie nie zaśnie - zasłaniam usta jakbym mówił jej jakąś tajemnice ale i tak nie szepcze więc Sam słyszy wszystko
Dźga mnie przez to w bok krzywiąc się.
- Nie przesadzaj - mówi i znika w pokoju
Zaraz gdy znika wybuchał śmiechem.
- Mniejsza, miło skarbie, że się tak starasz ale my sobie poradzimy, jasne? - puszczam dalej shockowanej naszym zachowaniem Elizabeth oczko i znikam za Sam
- Jesteś głupi - mówi siedzi już na łóżku
- Ale gdybyś widziała jej winę to byś pała - mówię i znów mam wrażenie, że zbliża się śmiechawka
Śmiejemy się dosyć długo i dosyć głośno. Ellizabeth widocznie wie, że potrzebujemy się trochę odstresować, więc nie zwraca nam uwagi. Doceniam to.
- Poczekaj aż dotrzemy do Kapitolu. Tam to dopiero będą ciekawe miny. - mówię przez śmiech.
- Ciekawe to mało powiedziane. - dopowiada
Gdy już się w miarę uspokajamy odkrywam, że w moim pokoju jest okno.
- Popatrz, możemy wyskoczyć. - mówię z uśmiechem, lekko przyciszonym głosem.
- Czemu to tak cicho mówisz? - Noctis odwzajemnia uśmiech, bo wie co odpowiem.
- Wiesz, przezorny zawsze ubezpieczony. - silę się na powagę.
- Muszę cię oduczyć tego pesymistycznego spojrzenia na świat. - śmieje się.
Znowu kolejne 15 minut w plecy, bo śmiejemy się jak opętani. W końcu wstaję powoli i podchodzę do szafy, otwieram ją. Wyciągam jakieś jeansy i T-shirt.
- Idę się przebrać. - oznajmiam
Mam nawet prywatną łazienkę w pokoju, luksus. Szybko dość się przebieram i rozpuszczam włosy. Sukienkę zostawiam w łazience, później ją stamtąd wezmę. Wchodzę z powrotem do pokoju, ale Noctis'a tam nie ma. Widzę jedynie kartkę z napisem "Wyskoczyłem przez okno.". Powstrzymuję się od salwy śmiechu dopóki nie otwieram drzwi z szafy. Widzę tam skulonego Noctis'a i wtedy wybucham śmiechem.
- To było aż tak łatwe? - pytam wygrzebując się
- Tak, ale jakże zabawne - odpowiada Sam dalej się śmiejąc
Uśmiecham się także mimowolnie. W tej chwili właśnie ktoś puka po czym w drzwiach pojawia się Elizabeth.
- Em..., chyba wam nie przeszkadzam? - pyta kiedy widzi, że dalej siedzę na ziemi
Wolno się podnoszę.
- Jasne, że nie - odpowiadam od razu - O co chodzi?
- Czas na kolację - powiadamia
Kiwam głową i idę do drzwi.
- Sam, pośpiesz się bo nie będziemy na Ciebie czekać wieki - rzucam do niej przez ramię, pokazuje jej język i ruszam na kolacje
Idę korytarzem między przedziałami. Wychodzę w pomieszczeniu z dużym stołem pełnym jedzenia są tak także cztery krzesła. Krzywię się gdy na jednym widzę mojego ojca.
- Też się cieszę, że Cię widzę - mówi nawet nie odrywając się od gazety
- Tia... - burczę
Elizabeth siada koło niego więc bez sprzeciwu zajmuję miejsce na przeciwko naszej opiekunki. Opieram głowę na ręce i gapię się w talerz, jakoś straciłem nagle chęć jedzenia.
Na Sam musimy czekać jedynie dwie minuty po czym siada koło mnie, nieco zdziwiona jest moim podłym nastrojem ale nie zwracam na to uwagi.
- To jest wasz mentor... - zaczyna Elizabeth
- Tak, tak, zwycięzca igrzysk siedemdziesiątych siódmych Antony Black - przerywam jej znudzony
- Zachowuj się - upomina mnie nasz mentor
Wywracam oczami.
- Widzę, że bardzo interesujesz się igrzyskami - mówi Elizabeth z nerwowym uśmiechem
- Wcale, po prostu to mój ojciec - burczę dalej wbijając wzrok w talerz z tak wielkim zainteresowaniem jakby wyświetlano na nim film
- Okropny bachor nie? - mój ojciec zwraca się do Elizabeth
Ona jednak na szczęście nie odpowiada. Wzdycham cicho i huśtam się na krześle. Zerkam kątem oka na zaskoczoną Sam.
- Powinniśmy jak zjemy obejrzeć jak poszło w innych dystryktach - zauważam
A ja myślałam, że to jedynie zbieżność nazwisk. Naprawdę nie sądziłam, że ojciec Noctis'a wygrał Igrzyska. W każdym razie nie pora teraz na takie przemyślenia. Mam przed sobą duży stół z mnóstwem jedzenia na moim talerzu. Tak, jedynym plusem Igrzysk jest fakt, że można się najeść do syta. Jemy w ciszy. Nikt się nie odzywa, nie mamy pomysłu o czym by tu porozmawiać. Gdy kończymy wszyscy Ellizabeth zabiera głos.
- Myślę, że Noctis miał rację, chodźmy do przedziału z telewizorem, obejrzymy relację z innych dystryktów. - oczywiście z promiennym uśmiechem.
Wszyscy zgodnie kiwamy głowami i przemieszczamy się kilka metrów. Siadamy wygodnie na kanapie i Ellizabeth włącza telewizor. W pierwszym dystrykcie od razu mamy dwóch ochotników (no kto by pomyślał) Edward White oraz Sophie Cox. Widać, że obydwoje świetnie przygotowani. Genialnie. W dwójce jest podobna sytuacja, tyle, że zostaje wylosowany chłopak, Alex Custon, a następnie zgłasza się dziewczyna Jessica Derling. Obydwoje wyglądają jak maszyny do zabijania. Patrzę po twarzach moich towarzyszy. Noctis się krzywi, Ellizabeth wygląda na niezwykle zainteresowaną, a nasz mentor wręcz przeciwnie. Chyba go to nudzi. W trzecim dystrykcie nie ma ochotników, Lucas Moonlight i Mary Walker. Obydwoje z bardzo nietypowymi kolorami włosów podchodzą do sceny i widzę, że wcale nie są zadowoleni. Czwórka to również zawodowcy, ale nikt nie podważa losowania. Felix Evans (wygląda też na niezwykle znudzonego) i Kirke Walker (ta znowu na smutną). Przechodzimy do relacji z naszego losowania. Żołądek znowu podchodzi mi do gardła i czuję, że nie chcę tego oglądać. Nerwowo gryzę wewnętrzną stronę policzka, gdy widzę jak Ellizabeth odczytuje moje nazwisko. Wolno i chwiejnie wlokę się na scenę. Następnie losują mojego brata. Teraz dokładniej widzę jego przerażoną i wystraszoną twarz. Robi dwa kroki i pojawia się na środku placu Noctis i woła, że zgłasza się za niego. Nie mam siły nawet teraz spojrzeć na niego, więc lekko mrużę oczy. Szósty dystrykt to 13-letni Matthew Price i 17-letnia Ellizabeth Lee. Nie wyglądają na groźnych. W siódemce widzę oazę spokoju czyli chłopaka - Jacob'a Hestone'a i wściekłą dziewczynę - Juliet Vencist. Dystrykt ósmy przynosi wiele łez ze strony dziewczyny - Christine Allen (wręcz muszą ją wnosić na scenę) i rozbawionego chłopaka - Arthur'a Wood'a. Co dziwne, w dziewiątce mamy ochotnika - Caleb'a Light'a oraz rozdygotaną dziewczynę - Elenę Yopensern. Ciężko powiedzieć ile ma lat, bo ma chyba z tonę makijażu. Dystrykt 10 mnie dziwi. Wylosowany chłopak - Josh Correal wchodzi spokojnie na scenę, ale dziewczyna Amber Dorner śmieje się psychicznie, uderza po drodze jednego Strażnika Pokoju, a na scenie, gdy mają już wychodzić pluje na buty opiekunki. Ciekawe co jej za to zrobią. W dystrykcie 11 mamy parę zdziwionych nastolatków - Andreas'a Smith'a i Margaret Bailey. Nic szczególnego. Ostatni dystrykt, 12 to rówieśnicy, mają na oko po 14 lat. Jest to Max Tonyes, który wygląda jakby miał eksplodować i Cornelia Sinsley, która ze spokojem i łzami w oczach podąża ku scenie. Potem jest jeszcze parę słów od Ceasar'a Flickerman'a i audycja dobiega końca.
Przyglądam się wszystkim interesującym mnie uważnie, ale gdy tylko ostatni trybuci znikają z ekranu już nie zwracam na film uwagi.
- Aż tak okropnie wypadliśmy? - pytam z rozbawieniem wstając
- A nawet gorzej na żywo - dopowiada mi ojciec
- Ech..., będzie trzeba to nadrobić - krzywię się
- Niestety - odpowiada Sam
- Tak czy inaczej, na razie idę spać. Jak na coś wpadniecie to możecie mi powiedzieć rano - mówię i wlokę się do łóżka
To był męczący psychicznie dzień. Mam wrażenie jakby minął cały tydzień. Kładę się spać i zaraz potem zasypiam jednak w środku nocy budzi mnie krzyk. Wzdycham cicho, wolno zdrapuję się z łóżka i idę do Sam. Wchodzę do jej pokoju i siadam obok.
- Sam - mówię głaszcząc ją po włosach
Otwiera oczy i pacza na mnie.
- A nie mówiłem - uśmiecham się do niej
Widać, że chwilę walczy z sobą, ale potem też niepewnie się uśmiecha.
- Idź może umyć sobie twarz co? - pytam
Kiwa głową i niepewnie wstaje, odprowadzam ją wzrokiem do łazienki. Wraca po paru minutach, widać, że z nią lepiej.
- Zły sen? - pytam przesuwając się by mogła się położyć
- Mhm - mruczy i kładzie się obok
Delikatnie odgarniam jej włosy z czoła.
- Mam zostać do rana?
- Jak możesz... - odpowiada cicho
Kładę się obok i patrzę w sufit. Przypomina mi się jak dwa lata temu leżeliśmy na łące pewnego letniego dnia gdy nie chciało nam się wracać na noc.
- Wiesz co? Chyba nie będę wróżbitą - stwierdzam
- A kiedykolwiek o tym myślałeś? - mówię
Wzrusza ramionami.
- Czemu nie... - mówi sztywno.
Odwracam się do niego. Leży na plecach i patrzy na jakiś punkt na suficie. Chciałabym powiedzieć mu o wszystkich moich obawach. O tym co może zdarzyć się na arenie, przy Rogu Obfitości. Odkąd na losowaniu usłyszałam swoje imię i nazwisko ciągle mam nieprzyjemne uczucie w brzuchu. To chyba ze stresu. Wiedziałam, że mogę tu trafić, ale jakoś chyba to wcześniej do mnie nie docierało i teraz objawiają się tego efekty. Chcę mu powiedzieć, że tak już będzie wyglądała każda moja noc. Będę chodzić spać, w środku nocy budzić się z krzykiem i nie będę potem zasypiać. A może będę spała z bronią pod ręką? Ile osób wtedy niepotrzebnie skrzywdzę? Chcę mu to wszystko bez wyjątku powiedzieć, ale zamiast tego leżę cicho i też obserwuję sufit. Jakby tam miało być coś ciekawego.
- Noctis... Nie chcę trafiać na arenę. Co się wtedy stanie z nami wszystkimi? - co za głupie pytanie. Pozabijamy się. - I przepraszam też, że musisz tu siedzieć..
Uśmiecha się lekko pod nosem.
- Ej.. wszystko będzie dobrze pamiętasz? - szturcha mnie lekko
- Jasne, że pamiętam. - powoli podnoszę kąciki ust.
Spoglądam na zegar na szafce obok szafy. 2:45 w nocy. Dopiero? Mam wrażenie, jakby ta noc trwała wieki. Patrzę jeszcze przez okno. Mimo nocy nadal jedziemy z zawrotną prędkością. Może to nie byłoby takie głupie gdybym wyskoczyła? Kręcę głową i opadam na poduszkę.
- Dobranoc.. - mówię sennie i kładę mu głowę na ramieniu.
Zasypiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz