- Nie było Cię w pokoju... - zauważa
- Sam się obudziła z krzykiem i poszedłem ją uspokoić, mówiłem, że tak będzie - przypominam
Kiwa tylko głową.
- Śniadanie - powiadamia i sobie idzie
Zostawiam Sam na drzwiach kartkę, z informacją o śniadaniu i, że już poszedłem po czym zamykam cicho drzwi i idę do siebie wziąć prysznic. Zbieram się dość szybko. Ubieram pierwsze co mam pod ręką i idę na śniadanie. Siadam tam gdzie ostatnio całkowicie bez słowa. Nie jem za dużo bo jak ostatnio widok mojego ojca odbiera mi całkiem apetyt.
- Trzeba obmyślić jakąś strategię - powiadamia
- Wiem - odpowiadam - Mam już wszystko - zapewniam nie podnosząc wzroku znad talerza
- No, przynajmniej to umiesz zrobić - mówi, a mnie aż krew zalewa i z trudem powstrzymuję się by mu nie przywalić
Po chwili jednak przychodzi Sam i zajmuje swoje miejsce.
- A ty co myślisz o innych trybutach? - pytam zerkając na nią na chwilę i grzebię łyżką w misce płatków
- Zawodowcy jak zawsze są mocni - zauważa
Przytakuję skinieniem głowy.
- Masz pomysł na jakiś sojuszników? - pytam nie odrywając wzroku od płatków i dalej bawię się zamiast jeść
- Nie myślałam o tym - przyznaje
- A powinnaś - zauważam i ziewam
- Co Cię tak zmęczyło spanie? - pyta ojciec
- Nie, krzyki Sam o trzeciej - odpowiadam i przecieram oczy - Mniejsza, mimo wszystko muszę z Tobą wszystko omówić
Mentor kiwa głową.
- Na postoju? - proponuje
- Może być - stwierdzam rezygnując ze śniadania - Sam, David dał Ci coś?
- Tak, ale... - zaczyna ale jej przerywam
- Nie zgub - mówię z rozbawieniem i zabieram paczkę papierosów ojca ze stolika
Idę do drzwi.
- Noc! - woła za mną jakby chciała wyjaśnień ale nie zwracam uwagi.
Wchodzę do pokoju i opieram się o ścianę przy oknie, zapalam sobie papierosa. Myślę o tym wszystkim i dopracowuje własny plan.
- No więc jutro rano będziemy już na miejscu. Kapitol to cudowne miejsce, naprawdę. Pokochacie je od razu! - mówi rozpromieniona i na chwilę przerywa. - Moment... Gdzie jest Noctis? Pójdę po niego. Też powinien znać nasz plan. - uśmiecha się i wychodzi.
Chwilkę później wraca i ciągnie Noctis'a za rękę. Ten idzie znudzony, siada na swoim miejscu i oddaje ojcu papierosy, a on chowa je zaborczo i wraca do czytania gazety.
- No więc jak już mówiłam, jutro jesteśmy na miejscu i jedziemy prosto do Ośrodka Szkoleniowego. Co prawda nie dostaniemy penthouse'u, ale mogę was zapewnić, że 5 piętro jest cudowne! Poznacie swoich stylistów, którzy przygotują was do parady trybutów, która odbędzie się wieczorem. Potem trzy dni szkolenia, szkolenie indywidualne i moja ulubiona część! Wywiady! - ekscytuje się i nie umie usiedzieć w miejscu.
Nie umiem powstrzymać rozbawienia, tak jak reszta mojego towarzystwa. Ellizabeth widocznie uważa, że jesteśmy tak samo zafascynowani tym jak ona, więc nie obraża się. Kocham te prymitywne móżdżki mieszkańców Kapitolu.
- Wywiady są super, naprawdę! Macie tylko trzy minuty na rozmowę z Ceasar'em, ale to cudowne przeżycie! Musicie wypaść jak najlepiej, już ja o to zadbam! - obiecuje nam.
- Ellizabeth. - nie umiem powstrzymać śmiechu. - Z twoją pomocą na pewno wypadniemy wyśmienicie.
- Och, naprawdę tak uważasz? - chwyta się za serce. - Dziękuję Samantho.
Słysząc moje pełne imię jeszcze bardziej mi do śmiechu. Nikt tak do mnie nie mówił, wszyscy używali jedynie mojego zdrobnienia.
- A co można ćwiczyć w ośrodku szkoleniowym? - pytam opierając głowę na ręce
Reszta mało mnie obchodzi przez to tylko jest jedyna rzecz dla nas. Reszta jest tylko i wyłącznie dla zabawy Kapitolu więc możemy sobie to równie dobrze darować.
- Hym..., szermierka, strzelanie z łuku.. kamuflaż... - widocznie więcej nie umie wymienić
- Okej, może być - stwierdzam
Elizabeth uśmiecha się bo mogła mnie zadowolić, chodź tego nie zrobiła, ma pewnie takie wrażenie. Szczerze nie mam zamiaru brać się za żadną z tych rzeczy.
Zaraz za skończyliśmy ruszam do pokoju mając dość tego wszystkiego. Zawsze lepsze to niż szukanie pracy po ulicach...
Kładę się na łóżko patrząc w sufit. Kiedy ktoś wchodzi do pokoju. Myślę, że to Sam więc odruchowo przesuwam się by mogła usiąść.
- Nie kłopocz się, wezmę krzesło - słyszę głos ojca
Siadam momentalnie i krzywi się. Wie, że spodziewałem się, że to ktoś inny więc nie nie mówię.
- Mam nadzieję, że jednak nie jesteś tak głupi jak mi się wydaje i masz jakiś plan - mówi
Kiwał głową.
- Jakiś sojuszników masz upatrzonych? - pyta
- Trójkę i... - waham się lekko myśląc
Czeka na odpowiedź jakby miał to być test i pewnie jest. Sprawdza czy warto mi poświęcić czas.
- I Chłopaka z jedenastki, do tego Sam, więcej nie potrzebuję, a nawet będą zawadzać - zauważam
- Racja - odpowiada i wolno wstaje - Plan już dopracowany rozumiem?
- Prawie i tak najpierw muszę z nimi pogadać to nie takie proste kiedy nie znasz sprzymierzeńców - odpowiadam
- Tak, nieźle. Dobra, pogadamy później mam jeszcze trochę roboty, jutro przyjedziemy i nie narób więcej wstydu - mówi
- A co? Zdążyłeś już narobić? - pytam
Zerka na mnie przez ramię, zmusza się do krzywego uśmiechu.
- Nie pyskuj bo polecisz na piechotę - odpowiada i wychodzi
Podczas gdy Noctis i jego ojciec gdzieś zniknęli, ja muszę siedzieć i wysłuchiwać kazań i rad Ellizabeth. Za każdym razem natomiast gdy chcę już iść ona mnie zatrzymuje i mówi, że to wszystko bezsprzecznie i się przyda oraz, że warto abym tego wysłuchała, jeśli potem ma tłumaczyć mi coś więcej. Dlatego siedzę, słucham jej i się nudzę. Mam ochotę wstać i wyjść bez słowa, ale jestem prawie pewna, że potem nie dałaby mi spokoju. Kochani mieszkańcy Kapitolu, uwielbiam.
- Parada trybutów też jest ważna. Styliści wykażą się pewnie jak najlepiej, abyście wypadli cudownie! Chodzi tu nie tylko o to, aby poznał was Kapitol, ale także sam Pan Prezydent! Naprawdę! Gdy już wszystkie rydwany zjadą się w jedno miejsce, On wygłasza przemówienie i wita wszystkich trybutów! To jest..
- Tak wiem. Ekscytujące - macham rękami. - Znam to, co roku oglądam z tego relację, wiem jak to przebiega.
- Czyli jesteś taką samą zagorzałą fanką Igrzysk jak ja? Och, cieszę się, że nie jestem sama. - chichocze.
Ja? Fanką Igrzysk? Zabawne. Nie podważam jednak tego, bo coś czuję, że dyskusja wydłużyłaby się o kilka godzin..
- Wiesz, po paradzie wracamy na nasze piętro i mamy wolne do wieczora. Nie martw się, zobaczymy oczywiście jak wypadliście. - śmieje się. - Następnie są trzy dni w Ośrodku Szkoleniowym. Z tego co wiem jest kilka obowiązkowych ćwiczeń, ale tak to możecie robić co chcecie. Są tam różne stanowiska. Mówiłam już Noctis'owi jakie na przykład.
- A możesz podać więcej? Bo z tych co mówiłaś interesuje mnie tylko jedna rzecz. - zagaduję.
Jestem pewna, że nie poda nic więcej, albo coś czego nie będzie. Faktycznie, wygląda na lekko zmieszaną.
- A mówiłam ci już, że pod koniec trzeciego dnia będzie indywidualny pokaz umiejętności? - zmienia temat. Wiedziałam. - Organizatorzy was zobaczą i ocenią. Oceny obejrzymy wieczorem w telewizji. To przełomowy moment, wiele sponsorów bierze to pod uwagę.
- Ile kosztują takie podarunki dla trybutów? - pytam
- Och to zależy. Wszystkie są bardzo drogie, ale to oczywiste, że np. bochenek chleba będzie tańszy niż porządna broń. - odpowiada ucieszona, że się czymś zainteresowałam.
Kiwam głową. Nie żeby mi się to przydało, ale takie rzeczy warto akurat wiedzieć. Warto wiedzieć czego można się spodziewać lub czego oczekiwać.
- Po trzech dniach szkolenia jest jeden wolny dzień, w którym nauczę ciebie i Noctis'a jak się prawidłowo zachowywać na wywiadzie, natomiast wasz mentor nauczy was co mówić i jak się odnosić. - tłumaczy. - Następnego dnia macie cały wolny dzień aż do wieczora, wtedy są właśnie wspomniane wywiady, a po nich obejrzymy sobie relację. Po niej idziemy spać, a rano już są przygotowania do wysłania was na arenę. Niestety w tym temacie nie jestem dość obeznana.. - mówi
Kiwam głową. Co rok oglądam Igrzyska, chociażby przelotnie, więc orientuję się co nieco w sytuacji. Mimo wszystko, chociaż nie prosiłam, przybliżyła mi to jeszcze raz.
Dwa dni w pociągu są dla mniej więcej niż torturą. Nie potrafię siedzieć w zamkniętym poruszającym się miejscu, a co nie mam żadnego w pływu. Gorzej byłoby tylko gdyby to latało.
W końcu przygotowujemy się do wyjścia. W zasadzie nie mogę powiedzieć "my" gdyż ja siedzę gotowy na fotelu i czekam tylko aż ta pierońska maszyna zatrzyma się i mnie wypuści.
- Miałem lekką nadzieję, że to cholerstwo zabije nas po drodze i nie dojedziemy - mówię do Sam gdy pojawia się w końcu w salonie.
Śmieje się lekko ale dość krótko.
- Jasne, ty to masz pomysły - zauważa
Wzruszam ramionami.
- Nienawidzę pociągów - mówię
- Jedziesz pierwszy raz - przypomina mi siadając obok
- I mam nadzieję, że ostatni - wzdycham jakbym na prawdę był zawiedziony z tej podróży.
Sam znów się uśmiecha.
- Przeżyjesz chyba jeszcze te 30 minut - mówi
- A mam wybór? - odpowiadam pytaniem
- Nie - zauważa
- Właśnie
Siada na kanapie metr dalej. Siedzimy parę minut w milczeniu jednak przerywam to.
- Masz ochotę się nieco rozluźnić? - pytam wstając z lekkim uśmiechem
Chyba wie co mam na myśli gdyż też wstaje i się uśmiecha.
- Czemu nie? - wzrusza ramionami.
Ruszamy cicho przez pociąg i siadamy dopiero na samym końcu, na zewnątrz. Wyciągam papieros z paczki i zapalam, rzucam paczkę Sam. Po chwili zawahania ona robi to samo.
- Tu nie słyszą co? - pyta
- Ano, pewnie zaraz nas zaczną szukać - zauważam
Przytakuje skinieniem głowy i również zaczyna kurzyć.
Siedzimy tak około pół godziny, jednak 5 minut przed zatrzymaniem się pociągu wchodzimy do środka i siadamy w ładowni. Siadamy sobie na skrzyniach i gadamy właściwie o niczym. O tym, co moglibyśmy teraz robić w domu. Mija nam tak prawie godzina kiedy w końcu wpada nasz mentor.
- Mam ich! - woła na korytarz i zaraz za nim wpada Elizabeth
- Rany! Ale nam napędziliście strachu! - woła - Od prawie trzydziestu minut jesteśmy spóźnieni! - krzyczy po nas
- No więc Samantho, ty idziesz tutaj - wskazuje jeden pokój - A ty Noctis tutaj - wskazuje pokój zaraz obok.
Stoimy w miejscu jakbyśmy nie zrozumieli prostej instrukcji nam wydanej. Nie wiem, czy jestem na to gotowa.
- No już, ruszać się! - mówi nasz mentor poganiając nas.
Patrzę jeszcze chwilę krzepiąco na Noctis'a i wchodzę do wskazanego mi pokoju. Drzwi za mną się zamykają. Pomieszczenie jest nieduże, znajduje się tu jedynie stolik z mnóstwem nożyczek, skalpeli i innych narzędzi, umywalka oraz hmm.... nie nazwałabym tego łóżkiem. To jest coś w rodzaju tego, co ma u siebie lekarz. Nie wiem jak to się nazywa, widzę to też zresztą chyba drugi raz w życiu, więc trudno mi się dziwić. Obok tego czegoś stoi moja ekipa przygotowawcza, ale bez stylisty bądź stylistki. Co dziwne, składa się z samych kobiet.
- Och, wreszcie jesteś! - mówi jedna z nich, wysoka, szczupła o wściekle czerwonych włosach i podobnym makijażu widocznym na 3 kilometry. - Nazywam się Will, a to jest Herties - wskazuje niską i bardzo chudą współtowarzyszkę, której włosy przypominają mi tęczę. Wszystkie kolory jakie tylko się wynajdzie. Makijaż również ostry, pasujący do fikuśnej fryzury. Gdy Will ją przedstawia, ta uśmiecha się od ucha do ucha i odsłania swoje śnieżnobiałe zęby. - A to jest Bonnie - pokazuje na bardzo wysoką kobietę o zielonych włosach i różowym makijażu. Rzuca się w oczy. Macha mi pogodnie ręką gdy słyszy swoje imię. - Jesteśmy twoją ekipą przygotowawczą i doprowadzimy cię do porządku przed spotkaniem z twoją stylistką - Clarą Crazyvien. No już, już! Szybciutko. Rozbieraj się i kładź się tutaj!
Czuję się dziwnie w otoczeniu obcych osób i to jeszcze takich dziwaków, którzy to wyrywają mi włosy, to myją, to szorują, obcinają paznokcie, piłują je, nakładają masę maseczek, kremów i odżywek. Cały czas rozmawiają, śmieją się i chichoczą doprowadzając mnie swoim akcentem do szału. Kapitol. Uwielbiam tych ludzi i ich makabryczne zachowanie. Ile bym dała, żeby być teraz w domu. Gdy kończą, boli mnie każdy kawałek ciała. Mimo wszystko, nie powiem, odwalili kawał dobrej roboty. Siedzę i czekam na Clarę, aż w końcu zjawia się. Nie wygląda jak moja ekipa. Włosy ma zwykłe, brązowe do ramion. Jedynie makijaż trochę rzuca się w oczy, a tak to wygląda normalnie. Brak jej też tego wkurzającego akcentu.
- Witaj Sam. Jestem Clara i jestem twoją stylistką. Będę cię przygotowywać do występów, tworzyć twoje kreacje itp.
- Witam.. - mówię niepewnie.
- Od razu mówię, to mój drugi rok na Igrzyskach, ale to nie znaczy, że przebierzesz się za.. no nie wiem.. Po prostu chcę powiedzieć, że zrobię co w mojej mocy aby twój strój zachwycił wszystkich na widowni, ale również ciebie. Nie będziesz paradować w jakimś żałosnym stroju, masz moje słowo.
- Dziękuję. Miło mi to słyszeć, zważając na to, jak byli ubierani trybuci z mojego dystryktu... - mówię. Byli ubierani beznadziejnie, naprawdę.
- Nie dopuścimy do tego, aby w tym roku ktoś się z ciebie śmiał. - lustruje mnie wzorkiem. Patrzy na moje włosy, oczy, usta, uszy, nogi, ręce, ramiona, wszystko. - Widzę cię już w pewnej kreacji... Ale to zobaczysz wieczorem. To ma być niespodzianka - uśmiecha się. - Może włóż szlafrok, pogadamy, co ty na to?
Kiwam głową i robię to, co powiedziała. Wstajemy i kierujemy się do drzwi w pokoju, których wcześniej nie widziałam. Prowadzą do małego salonu, ale jakże pięknie urządzonego. Na środku stoi stolik z owocami, jest tu kanapa, dwa fotele, wiele obszernych i dużych okien, ozdoby, obrazy, kwiaty. Zajmujemy miejsca na kanapie.
- A więc od razu mówię, że nie sądzę, aby udział w Igrzyskach to był jakiś szczególny zaszczyt, nie mam zamiaru ci gratulować, ale obiecuję ci, że nikt cię nie zapomni, szczególnie sponsorzy. - puszcza mi oko.
- Cieszę się.. - mówię, nie mam pomysłu na nic innego. - Przynajmniej ta część tego show będzie przyjemna..
- Jesteś dość pesymistycznie nastawiona... Widziałam już kątem oka twoich przeciwników, jeśli jesteś taka sprytna jak mi się wydaje, masz szansę.
- Tak, ale z dwudziestu czterech osób przeżyje tylko jedna, a ja przyjechałam tu z kimś z mojego dystryktu, kto jest dla mnie ważny..., a też będzie brał w tym udział.
Milczy chwilę.
- A tak. Widziałam tego chłopaka. Całkiem przystojny. - uśmiecha się do mnie szeroko, a ja odwzajemniam uśmiech.
Po chwili obie się śmiejemy. Mam szczęście, że trafiłam na taką stylistkę, a nie podobną do mojej ekipy przygotowawczej. Zastanawiam się, czy takie samo szczęście miał Noctis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz