sobota, 7 lutego 2015

Część pierwsza: Wolność [Part 1]

Słońce kieruje się właśnie ku zachodowi, przez co chmury i niebo nabierały różowawego odcieniu. Jak zawsze w upalne lato  jest piękna pogoda bez żadnych zastrzeżeń.
- Co myślisz Sam? - pytam ziewając
- Że chyba pora iść do domu bo skoro ziewasz to już po dobranocce - zauważa dziewczyna i oboje parskamy śmiechem
- Tak, tak, ale wiesz, że nie o to mi chodzi - mówię siadając wygodniej na starych dachówkach.
- Wiem i co z tego? - odpowiada od niechcenia
- I to, że wciąż omijasz ten temat jakby miał Cię poparzyć - stwierdzam zerkając na nią
Wzrusza ramionami.
- Może i temat o krwawej jatce jest u nas normalny ale jakoś nie chce mi się myśleć, że to już za tydzień i mamy całkiem duże szanse - odpowiada Sam, a ja tylko kiwam głową
- Ej..., ja bez Ciebie nie wracam do domu - mówię jakby nasz wyjazd był już przesądzony
Uśmiecha się krzywo.
- Najlepiej jak w ogóle nas to ominie nie? Jeszcze dwa lata da radę i już wolne... - zauważyła
- Dobra, masz racje, lepiej o tym nie gadać, chodźmy do domu robi się zimno - przerywam jej zanim się rozgada i wolno wstaje
Sam parsknęła śmiechem.
- No co? - pytam lekko zniesmaczony
- Jest pewnie z 25 stopni, a tobie jest zimno - zauważa dalej rozbawiona wstając
- Dobra, nie jest zimno, ale po co tak tu siedzieć? - pytam lekko obudzony zsuwając się po dachówkach na dół
Nie odpowiada tylko rusza za mną. Wolno snujemy się ulicą do domu, na której już nikogo nie widać. Zmrok zapada coraz szybciej.



Wiem, że może faktycznie lepiej byłoby o tym porozmawiać, wyrzucić to z siebie, ale jakoś nie mam ochoty. Za każdym razem gdy chcę poruszyć ten temat żołądek podchodzi mi do gardła i nie umiem wykrztusić z siebie ani słowa. Już za tydzień Dożynki. Mam 9 wpisów.... co czyni, że mam także większe szanse niż większość moich rówieśników. Noctis ma ich 10. Idziemy wolno przy zachodzącym słońcu, a ja myślę o nieszczęsnych dzieciach, które musiały w tym uczestniczyć. Co rok oglądam Igrzyska w telewizji i nie jest to miłe przeżycie. Widziałam już też wiele aren. Typowy las, tropiki, lodowce.. Dwa lata temu z mojego dystryktu został wylosowany chłopak, który miał 12 lat. Nikt się za niego nie zgłosił, a on został zabity na samym początku.
- Jak myślisz, która godzina? - pytam, aby odgonić te myśli od siebie.
Noctis patrzy chwilę na słońce.
- Trudno powiedzieć. Może będzie coś około 21:00.
Kiwam głową i wkładam ręce do kieszeni. Faktycznie, robi się już szarawo. Idziemy ulicą, mijamy domy, chatki. Odwracam się za siebie i widzę, jak daleko za nami wolno podąża Strażnik Pokoju, a gdy nas zauważa lekko przyspiesza.
- Możemy trochę przyspieszyć? - pytam Noctis'a
- A coś się stało? - pyta lekko zdziwiony.
- Nie.. znaczy się.. tak po prostu.. - mówię i odwracam się jeszcze raz.
On też się odwraca i chyba zauważa Strażnika, bo kręci głową.
- Jesteś straszną paranoiczką wiesz? Ale jeśli ma cię to uspokoić to możemy przyspieszyć. - mówi lekko rozbawiony.
Idę dalej trochę naburmuszona. Faktycznie, jestem paranoiczką i pesymistką, ale cóż mogę na to poradzić? Śmieję się lekko pod nosem, bo niestety już nie mogę tego zmienić.



Uśmiecham się mimowolnie.
- Jutro o tej samej godzinie czy coś zmieniamy w harmonogramie? - pytam wkładając ręce w kieszenie
Kiedy skręcamy w mniejszą uliczkę, a Strażnik Pokoju dalej idzie prosto Sam odpuszcza.
- Raczej tak - stwierdza dość obojętnie
Odwracam się i zaczynam iść tyłem zwracając się twarzą do Sam. Ona też się do mnie uśmiecha.
- Wywalisz się - mówi próbując opanować uśmiech
- Przeżyję - stwierdzam
Wywraca oczami z rozbawieniem. Idziemy tak aż docieramy do domu Sam. Otwieram jej furtkę i teatralnie się skłaniam.
- Proszę pani przodem - mówię na co ona znów się śmieje
- Nie mówiłeś, że przychodzisz na noc - zauważa
- Bo nie przychodzę, chyba - odpowiadam zatrzaskując za nią futkę
- Więc to było nieco nietrafne - mówi
Wywracam oczami opierając się o płot.
- No i? Co z tym zrobisz? - prowokuję ją
Klepie mnie w policzek.
- Nic, a nic - mówi i rusza do domu
Stoję tak jeszcze chwilę patrząc za Sam po czym wolno ruszam do siebie, dwa domy dalej. Cicho przekradam się do łazienki, biorę krótki, zimny prysznic i idę walnąć się na łóżko. Robię dokładnie wszystko jak zaplanowałem jednak nie umiem zasnąć. Patrzę się pustym wzrokiem w sufit, a gdy po paru godzinach udaje mu się zasnąć mam okropne koszmary



Uśmiecham się jeszcze wchodząc do domu i zamykam za sobą drzwi. Ściągam buty i idę do kuchni. Otwieram lodówkę i z przykrością stwierdzam, że prawie świeci pustkami, zostały jedynie zapasy z wczoraj. Mam ochotę coś zjeść, ale wiem, co najpierw muszę zrobić.
- David! - wołam niezbyt głośno, ale jednak donośnie.
W progu pojawia się mój jedenastoletni brat. Ma jasne włosy lekko opadające na czoło i zielone, głębokie oczy. Jest dość wysoki jak na swój wiek. Uśmiecha się promiennie na mój widok.
- Już wróciłaś? - pyta głupio.
- No, jak widać. Gdzie jest mama?
- Poszła się położyć jakieś pół godziny temu.
- Znowu bolała ją głowa? - pytam
Kiwa głową, a ja wzdycham. Moja mama od zniknięcia ojca ciągle walczyła z migreną.
- Jadłeś już coś? - mówię i patrzę tęsknym wzrokiem na nasze "zapasy".
- Tak, mama zrobiła mi kanapki.
Oddycham z ulgą i pozwalam mu iść. Robię sobie kanapkę z serem i nalewam wody do kubka. Siadam przy stole patrząc przez okno. Wiatr lekko wieje i jest już prawie całkiem ciemno. Gdy kończę jeść, dalej jestem trochę głodna, ale postanawiam to zignorować. Idę wolno i leniwie do łazienki, biorę szybki prysznic i ruszam do pokoju mamy. Cicho otwieram drzwi i widzę, że już śpi, więc postanawiam jej nie budzić. Ruszam do mojego pokoju, który dzielę z David'em. Siedzi na łóżku i bawi się sznurkiem, który pewnie gdzieś znalazł. Siadam na swoje łóżko i patrzę na niego. Z takim zainteresowaniem się bawi tak prymitywną rzeczą.
- Dobranoc David. - mówię z uśmiechem i kładę się pod kołdrę.
- Dobranoc Sam. - odpowiada i też się kładzie.
Już prawie zasypiam, ale budzi mnie jego głos.
- Sam...
- Tak? Co się stało? - pytam nie zmieniając pozycji.
- Co jeśli... Co jeśli w tym roku.. no wiesz.. wylosują cię? Nie chcę, abyś sobie jechała.
Nie spodziewałam się takiego pytania. Leżę z szeroko otwartymi oczami i zastanawiam się czy nie uciec z pokoju. Zdobywam się jednak na czyn, który kosztuje mnie wiele nerwów. Przewracam się na łóżku w jego stronę i lekko się uśmiecham.
- Nie martw się, nie wylosują. Nigdzie się nie wybieram.
Kiwa głową i zakrywa się kołdrą. Po chwili jestem już pewna, że śpi. Ja jednak leżę bez ruchu, a po mojej senności nie został nawet ślad. W końcu po może godzinie przychodzi upragniony sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz